Moje miejsce na ziemi

Ogród Pod olszynami powstał z potrzeby serca, a bardziej potrzeby odnalezionej w końcu duszy. Musiałam się zakotwiczyć, pomyśleć o sobie, a potrzebę opieki, dawania miłości przeniosłam na rośliny i zwierzęta.

Kawałek po kawałku trzeci sezon kreuję to miejsce. Ciężko pracuję, by był to zakątek przyjazny różnym organizmom (bioróżnorodny, wyważony, ekologiczny) i dawał mi możliwość realizacji fotograficznej pasji. Na wyciagnięcie ręki mam zadbane rabaty i dzikie łąki. W tym chaosie jest metoda 🙂 Zagląda do mnie coraz więcej owadów i ptaków. “Musimy ofiarować ziemi część siebie, aby zebrać owoce” napisała Alice Vicent w książce pt.: “Dlaczego kobiety uprawiają ogrody”.

Dzięki zapylaczom mam więcej ekologicznych warzyw i owoców, a ptaki dbają, bym nie miała za dużo szkodników.

To miejsce daje mi możliwość organizacji szybkiego pleneru fotograficznego np. przed pójściem do pracy. Trzeba tylko wstać o 4 rano 😉 Największym skarbem są duże olszyny rosnące nad rzeką, wzdłuż ogrodu i dające mi upragniony cień, a ptakom schronienie. W zeszłym roku tata wykopał mi staw. Nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła na jego brzegu zakładać rabaty. Gdy sadziłam kolejne byliny, szybko przeleciał nad wodą niebieski ptak. Zimorodek? Niemożliwe- pomyślałam. Kolejnego dnia zauważyłam, jak siedzi na pomoście. Dla mnie był to mały, kolorowy cud. Znak od losu. Znalazłam klucz do furtki prowadzącej do tajemniczego ogrodu. Jak w moich projektach fotograficznych- przeszłam na drugą stronę lustra, tam gdzie mieszkają dmuchawce. Znalazłam dom.

Trzeciego dnia wstałam o świcie, siadłam na krześle pod olszyną i z aparatem w ręku czekałam na mojego gościa. Udało mi się zrobić pierwsze zdjęcia. Nieco z daleka, ale bez kamuflażu nie mogłam podejść bliżej.

Zimorodek przylatywał niemal codziennie. Poznawałam jego zwyczaje, notowałam godziny wizyt i udoskonalałam czatownie, bo Klejnocik okazał się bardzo płochliwym modelem. Z tego pięknego czasu powstały nie tylko fotografie. Najważniejsze są wspomnienia, chwile zachwytu, wzruszenia, czasem rozczarowania i zniecierpliwienia. Wspaniała lekcja pokory, cierpliwości i uważności. Dzięki temu małemu ptaszkowi stałam się lepszym człowiekiem.

Każdy fotograf chciałby mieć najlepsze zdjęcie. One zdarzają się okazjonalnie. Zazwyczaj albo jest jeszcze za ciemno lub nad stawem unosi się mgła. Innym razem model ustawił się pod światło. Zawsze sobie powtarzam, że najlepsze kadry zachowałam na karcie mojej osobistej pamięci. Te obserwacje zostaną ze mną na zawsze.

Minęła zima, od wiosny zabrałam się za kolejne nasadzenia, a nad stawem tata postawił altankę. Mieliśmy tyle pracy, że nie zauważyłam, jak minęły pierwsze letnie miesiące. Nadszedł sierpień i Pod olszynami pojawił się nowy zimorodek. W tym roku jeszcze bardziej płochliwy. Przylatuje o różnych porach i dużo rzadziej niż w zeszłym sezonie. Czasem go tylko słyszę. Niekiedy czatuję w namiocie kilka godzin i on nie przyleci lub jak dziś wyląduje na chwilę na pomoście i poleci dalej. Oczywiście nie wracam z niczym. Pozowała mi sójka, zadziwiła przyjazna relacja sójki i sroki, przyleciała grupa mazurków, obserwowałam gąsiorki, cierniówki, sikory, kapturkę. Próbowałam uchwycić jaskółki uderzające jak pociski w taflę wody. Przyszła też pod płot sarnia rodzinka.

Założyłam ten blog na mojej stronie, by dzielić się fotograficznymi podróżami w tajemniczym ogrodzie Pod olszynami. Zapraszam. Zaglądajcie tu czasem. Będzie nie tylko o zimorodku.

2 thoughts on “Moje miejsce na ziemi

  1. Justyś Bardzo dziękuję i bardzo się cieszę. DOBREGO DNIA 😘

  2. Zamek jest wspaniały

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close