
Zimna i deszczowa sobota bardziej przypominała dziś jesień niż pełnię lata. Wykorzystałam nieprzychylną aurę na pranie, prasowanie i gotowanie. Po obiedzie, bardzo zmęczona tym gospodarczym dniem wpadłam na szalony pomysł, by kawę wypić w namiocie. Nalałam aromatyczny napój do termosu i w razie czego wzięłam ze sobą aparat. Może w tak deszczowy dzień, gdy koty wolą się schować, niż buszować nad stawem, ktoś przyleci na rybkę- pomyślałam. Intuicja mnie nie zawiodła. Zdążyłam przyłożyć termos do ust, gdy usłyszałam nieśmiałe Piiiii. Wyglądnęłam przez okienko i zauważyłam ją na płocie. Samiczkę zimorodka, moją malutką Klejnotkę. Ona ma taki system. Oblatuje teren, by sprawdzić, czy nikogo nie ma. Siada na płocie, pobliskiej olszynie lub dachu altanki.

Następnie próbuje każdą czatownię, jaką dla niej zbudowałam, nie omieszka też sprawdzić poręczy pomostu. Obserwuje staw w wielkim skupieniu i co jakiś czas daje nura do wody. Dziś nurkowała kilka razy, ale nie udało jej się złowić ryby. Na pewno mieszkańcy stawu są bardzo słabo widoczni w taką pogodę, samiczka jeszcze się uczy, a moje ryby mogą być już dla niej już za duże. Rok temu miałam więcej narybku. Trochę mi jej żal, bo na pewno jest głodna. Jak tak dalej pójdzie nie będzie miała dość siły by odlecieć na zimę. Cóż, tak jest w naturze. Musi sobie poradzić sama. Może uda jej się upolować ważkę. Obserwowałam Klejnotkę przez chwilę, zrobiłam jej kilka, no może kilkadziesiąt zdjęć :-), wypiłam w końcu kawę i wróciłam szczęśliwa do domu.







Jaki to dla mnie piękny czas.
