
“Każdy parasol dmuchawca, w swym tańcu, tworzy splataną historię istnienia. Jego bezruch w kropli deszczu czy pajęczej sieci może być początkiem nowego życia. Justyna Gross znalazła w tym pozornym „niedziałaniu” przyrody, przestrzeń dla swych fotograficznych wypraw. Podejmuje za nas trud zaglądania do najniższych poziomów łąki, moczy buty w porannej rosie i znosi chłody jesiennych zachodów słońca. Czyni to, by pokazać w zbliżeniu najmniejsze cząstki życia, niepozorne ale płodne nasiona roślin, które my depczemy pod stopami albo strzepujemy z kołnierza. Terapeutyczna uważność tych sesji, obserwacja natury i cykli życia, są dla Justyny fundamentem duchowej przemiany. Dają poczucie siły, płynące ze zrozumienia, iż rzeczy istnieją i rozwijają się bez ingerencji i narzucania czegokolwiek. Wszelkie stany ulegają przemianie – radosne nasiono tańczące na wietrze może spłonąć w ognisku, a dmuchawiec zawieszony w pajęczynie, może opaść na płodny grunt i cieszyć nas nowymi kwiatami.
Te obserwacje, odczucia i duchowe przemyślenia Justyna stara się przekazać w poetyckich strofach, które towarzyszą prezentowanym fotografiom. W ten sposób Artystka nie tylko pokazuje nam swój fotograficzny zmysł, ale odkrywa duchowe wnętrze, wrażliwej i silnej kobiety.”



Kiedy upadniesz, ja cię uniosę, jak wiatr dmuchawca.

Po drugiej stronie lustra, tam gdzie mieszkają dmuchawce, smutek kładziesz na dłoni, przyglądasz mu się chwilę i dmuchasz. Niech leci…

Uśmiecham się pomimo bólu kochany. Oczami duszy widzę łąkę. Biegnę w wyobraźni tam, gdzie mieszkają dmuchawce, gdzie nic nie boli.

Może znakiem zakochania, nie motyle w brzuchu, a dmuchawce w sercu są?

Gdy związek jest walką kochany, to sztuką jest poddać się. Bez walki masz moc, jesteś wygrany. Lecisz…

Gdy oślepia nas słońce, wrzesień spotyka depresję.
Zauważymy ją, gdy spadnie deszcz.

Dziś marzę kochany, by z Tobą pomilczeć. Potrafisz?

Najbardziej doceniam to, że przetrwałam wiatry, burze z gradem, ulewy łez… lecę i cieszę się drogą.

Zdmuchuję myśli, jak dmuchawce, obserwuję jak lecą, lecz nie chwytam.

Gdy przestajesz być echem przeszłości, chwytasz dziś za rękę i z lekkością dmuchawca ruszasz ku przyszłości. Jak daleko? To wie sam wiatr.

Pytasz o jutro kochany? Gdy tylko pomyślę, że mam nad czymś kontrolę, a plany poukładam w rzędzie, zawieje wiatr i takiego jutra nie będzie. Opowiem Ci jak jest dziś.

W świetle zachodzącego słońca zwykły dmuchawiec jest gwiazdą. Ja jestem światłem…

Powiem Ci ile warte jest moje życie, kochany. Jest cenniejsze niż złoto, którym słońce pomalowało dmuchawce. Lżejsze od podmuchu wiatru, który wysłał nasionka na poszukiwanie przeznaczenia. Piękniejsze niż wszystkie zachody słońca razem wzięte.

Zanim zima nastanie, ziemia złotem się okryje. Ciepłem swoich barw przygotuje nas na monochromatyczny czas.

Tak niewiele trzeba, by ciepły żar rozbudził me serce: odrobiny dobroci, szczypty autentyczności i nieco normalności.


Rozgrzane do czerwoności pragnienia ukryły się w zachodzie słońca. Nasza potrzeba bliskości utonęła w lekkości, a troski odleciały z pierwszym podmuchem wiatru.
Zbudzony motyl łaskocze. Wszystko jest możliwe tam gdzie mieszkają dmuchawce.

Po drugiej stronie lustra mieszkają dmuchawce. Jestem jednym z nich kochany. Wiatrem wciąż pchany, nie zatrzymam się długo.

A gdyby tak gwiazdą się stać, sławą własnego podwórka, tam gdzie mieszkają dmuchawce.

To natura chwyciła za pędzel, zamaszystymi ruchami, z nonszalancją stworzyła dzieło. Ja tylko chadzam tam gdzie mieszkają dmuchawce i podpatruję mistrza.

Zmysłami odbieram świat… W gęstwinie marzeń zatracam się. Błądzę we mgle wyobrażeń, by zaraz odnaleźć drogę w dotyku, zapachu, wyszeptanej obietnicy, w wypisanym na twarzy pragnieniu.
Jestem
Czuję

Jak bardzo ludzie lubią komplikować sobie życie kochany. Płynąć pod prąd, biec pod wiatr, siłować się z umysłu wizjami.
Po mojej stronie lustra, tam gdzie mieszkają dmuchawce, polecisz na skrzydłach wiatru. Posłuchasz serca.

Bierzesz rozbieg i skaczesz … tu naprawdę mieszkają dmuchawce i dobre myśli. Smutek też jest dobry, bez niego nie ma radości.

Mówisz kochany, że jestem kwiatem? Jedynym, pięknym, wyjątkowym… Lepiej leci się na skrzydłach nadziei, że jest się malutką cząstką cudowności, kropelką wody w oceanie, dmuchawcem na łące. Za chwilę nim się stanę.

Czasem szczęście wydaje mi się lżejsze od dmuchawca. Boję się się oddychać, by nie odleciało.

Gdy się zakochasz, będziesz o tym wiedział mój drogi. Poznasz po słońcu schowanym za dmuchawcem.

Zrozum kochany, nawet dmuchawiec pnie się w górę.
Może kochać bardziej, rozumieć więcej, czuć lepiej… Zawsze w górę, coraz wyżej. Zamknij oczy, złap mnie za rękę i poleć ze mną.

Niepotrzebnie los próbuje mnie zatrzymać. Moja przekorna natura zatańczy we śnie.


Nurkując w trawach kochany, bardziej czuję niż widzę na skrawku liścia pisaną opowieść . Wstrzymuję oddech i naciskam spust migawki.

Złap mnie za rękę, przekrocz granicę rozumnego lustra, wyobraź sobie jak w świetle księżyca muszą pięknie wyglądać dmuchawce. To się dzieje pod Twymi stopami.

Nie będziesz zwykłym Aniołem- zdecydował Bóg. Będziesz dmuchawcem- prostotą, nadzieją, drogą i celem, ulotnością, domem i miłością.

Nie każde pragnienie trafi na podatny grunt, czasem zawiśnie na nici niepowodzenia. Puszczam w świat kolejne, aż do skutku…

Co widzę? Widzę latającą nadzieję, kochany. Taką, co wiosną cudem się stanie.

Zroszona porankiem myśl
Splątana z wczoraj
Wołana przez jutro
Smakuje dziś


