
Od kilku dni każdą wolną chwilę bezskutecznie wypatrywałam zimorodka. Oczywiście pojawiał się, gdy pracowałam w ogrodzie i nie miałam przy sobie aparatu :-). Dziś poza aparatem zabrałam do czatowni czasopismo, bo nie liczyłam na ptasie obserwacje. Zdążyłam wyciągnąć z plecaka gazetę i okulary, a kątem oka zauważyłam ruch nad wodą. Tuż pod moim nosem wylądowała samiczka. Starsza od Klejnotki. Wyglądała jak ja przy ostatnim rota wirusie. Otwierała dziób, jakby miała mdłości. Coś ewidentnie ją męczyło. Nagle zwymiotowała przedmiot przypominający owłosione, szare jajo.
Zimorodek- podobnie jak sowy czy czaple- nie trawi wszystkich części swojej ofiary. Po zjedzeniu ryby lub wodnego bezkręgowca jego żołądek trawi miękkie tkanki, ale łuski, ości i inne niestrawne fragmenty zbijają się w zwartą, owalną grudkę. Później ptak je wydala przez dziób w postaci tzw. wypluwki (pelotki).
Czy wiesz, że badacze często analizują wypluwki zimorodków i innych ptaków, żeby ustalić, jakie ryby i bezkręgowce występują w danym miejscu i stanowią ich pokarm?




Gdy już nic samiczce nie przeszkadzało, rozpoczęła polowanie. Pierwsza ofiara była stanowczo za duża i uciekła jej z dzioba, zanim doszło do śmiertelnego uderzenia w patyk.

Kolejne rybki były już mniejsze i połykane na raz 🙂


Zimorodek wypróbował każdy możliwy patyk, sprawdził jaka widoczność jest z pomostu, siadł nawet na ławce. Tak często zmieniał pozycję, że w końcu wykonałam zbyt gwałtowny ruch aparatem i spłoszyłam modela. Czujność ponad wszystko pływające dobro 🙂








Zazwyczaj fotografuję zimorodki o świcie, w słabym świetle. Cały ten słoneczny tydzień czatowałam po pracy, by pokazać Wam, jak zmieniają się jego barwy w świetle słońca. I choć kontrastowe słońce nie pomaga w fotografii, to dla tego turkusowego blasku warto było spróbować. Szczęśliwy jest ten mój zakątek Pod zimkowymi olszynami.
