Zima pod olszynami jest piękna, jeśli śnieg przykryje brunatne kolory ogrodu, a słońce wydobędzie z przyrody bardziej nasycone barwy. Dla mnie to czas intensywnego dbania o ptaki. Kupuję wartościowe mieszanki ziaren i napełniam nimi kilka karmików. Do tego ze smalcu oraz ziaren robię kule i wkładam je do specjalnych tubek z otworami. Oblepiam nim również zawieszone na krzewach szyszki. Mam też słoiczek ze smalczykiem w największym karmiku. To wszystko wynika z kilkuletniej obserwacji ptaków, ich zwyczajów i hierarchii. Robię wszystko, by każdego gatunku ptak się zdążył najeść. Wierzcie mi wdzięczność tych stworzeń jest ogromna. Wiele z nich zostaje tu ze mną latem, zakłada rodziny i wyjada wszelkie szkodniki z drzew, krzewów i ziemi. Bardzo ekologiczne. Do tego mogę je obserwować cały rok. Dlaczego tak lubię ptaki? Ponieważ mam artystyczną, wrażliwą duszę i nie można mnie zamknąć w klatce. Muszę latać jak te ptaki nad łąkami, marzyć i tworzyć piękne rzeczy.


Na mojej łączce kwietnej wychowała się rodzina bażantów. Trochę martwiłam się, że większość z nich zginęła, bo od pewnego czasu pojawiały się tylko 2 koguty i 2 kurki. Dziś jednak zobaczyłam z okna całe stado. Przyszły się najeść w ten mroźny poranek. Korzystają z ziaren, które sikory i mazurki wyrzucają z karmików, gdyż wybierają sobie tylko słonecznik i orzeszki. Reszta ląduje na śniegu. Poza bażantami korzysta z tego cała masa innych gatunków: sójki, sroki, zięby oraz kosy. Jak widać na powyższym zdjęciu dzięcioł duży stanowczo woli smalczyk. Ptaki są bardzo płochliwe. Dlatego zrobiłam dziś krótką dokumentację fotograficzną moich obserwacji z okna sypialni. Później poszłam posiedzieć pod siatką. Jednak nie udało mi się doczekać zięb, które chyba czuły, że czatuję. Mróz już po pół godziny dawał mi się we znaki. Wytrzymałam godzinę bez ruchu, na krzesełku wędkarskim, na mrozie i chyba odmroziłam sobie pośladki 🙂 Może innym razem sfotografuję te zięby z bliska.

































Dziś przez okno zauważyłam nowy gatunek ptaka. Był większy od zięby. Siadał co chwilę na uschniętych łodygach komosy i zajadał nasionka. To dowód na to, że warto zostawiać nieskoszone fragmenty łąk na zimę, tam jest dużo pożywienia. Dzięki lornetce optycznej rozpoznałam samicę gila zwyczajnego. Bardzo się cieszę, bo gili tu nigdy nie było. Może pojawi się też pięknie ubarwiony samiec. Moje marzenie.

Kosy nigdy nie chcą mi pozować. Mam ich dużo pod olszynami, ale gdy tylko pojawię się w ogrodzie uciekają z krzykiem. Dziś spod siatki udało mi się uchwycić panią kosową i z podejścia chyba samca.






Codziennie o świcie odwiedzają nas też sarny. Wiosną więcej widać i słychać koziołka. Później mamy 2 maleństwa. To one teraz tu żerują. Jak tylko zostawię otwartą furtkę, włamują się mi do ogrodu. Nie mają litości dla moich kwiatów i krzewów. Potrafią pozbawić liści krzew agrestu. Uwielbiają maki. Musieliśmy iść na kompromis. Ogród jest dla owadów i ptaków, a teren nad rzeczką i łąki dla kopytnych. Specjalnie dla nich sieję tam ich ulubione kwiaty, też sadzę krzewy i zostawiam warzywa i owoce. Muszę poczekać aż urośnie mi moja miedza, jaką stworzyłam na około całej działki na podobę dawnych wiejskich miedz. Posadziłam różne gatunki drzew liściastych (np lipę czy brzozę), drzewa iglaste, drzewa owocowe, dziką różę, głóg, aronię, jaśmin o nazwie Justynka :-), jarzębinę i jarząb. Stworzę miejsce do gniazdowania różnych gatunków ptaków. Miejsce dla owadów i jeży. Moja prywatna wieś, już na osiedlu. Na wsi się mówi wybudowanie. Jest jak jest. Można zdziałać wiele dobrego zakładając różnorodne ogrody. W nas ogrodnikach nadzieja, bo wielu rolników nie patrzy dziś, by chronić przyrodę. Muszą się zgadzać wyniki finansowe. W Anglii robiono obserwację życia w ogrodach w dzień i w nocy. Niewiarygodne ile stworzeń decyduje się żyć w naszych ogrodach. Szczególnie gdy nie stosujemy chemicznych środków ochrony roślin lub stosujemy je sporadycznie i z głową.




